O ochronie danych osobowych w portalach napisane zostało mnóstwo tekstów. Najwidoczniej jednak oczekiwany (nie wiem tylko przez kogo) poziom przerażenia u użytkowników, nie został jeszcze osiągnięty, stąd co pewien czas pojawiają się nowe informacje o zagrożeniach.

Kiedy nie ma się pomysłu na sensowny tekst o Internecie, a napisać coś trzeba bo wierszówka, deadline, wkurzony naczelny itd., najlepiej wziąć się za niezwykle ostatnio popularny temat „Ochrona danych osobowych a portale społecznościowe”.

Ostatnio Nasza-Klasa jest traktowana już trochę delikatniej, czasem tylko jeszcze ktoś Popowiczowi przyłoży znienacka, bo to modne, cool&trendi.

Dziś na Gazeta.pl znalazłem tekst, który jest już kompletnym nieporozumieniem. Po co został napisany? Wydaje mi się, że jedynym uzasadnieniem jest chęć „wyrwania” od użytkowników jednej odsłony więcej. Bo wartości informacyjne są zerowe.

Tytuł brzmi groźnie – „Twoje dane są na moikrewni.pl? Będziesz miał problem”.

Gazeta pl

Jaki problem? Dlaczego będę miał problem? Czy w moim kierunku zmierza już ABW, CBŚ, US, GIODO i inne instytucje? Ale dlaczego? Bo umieściłem drzewo genealogiczne na portalu (chociaż tego nie zrobiłem, no ale)? Klikam i nerwowo oczekuje na załadowanie się strony. I co widzę?

Okazuje się, że tytuł jest nieco dłuższy i już mniej przerażający.

Gazeta pl

Gdyby taki pojawił się na stronie głównej, z pewnością miałby mniejsze wzięcie. Opisywany problem dotyczy usuwania swoich danych z portalu.

„Właścicielem portalu jest bowiem spółka niemiecka, która nie podlega jurysdykcji polskiego GIODO.” – informuje Gazeta.

Odetchnąłem, mam znajomych w Niemczech, więc gdyby pojawił się nieusuwalny problem, wiem kogo prosić o pomoc.

Tekst nie jest jednak autorskim dziełem Gazety, a raczej inspiracją artykułem w Gazecie Prawnej. Postanowiłem zatem zajrzeć do źródła i przekonać się jak wygląda oryginał.

Oryginał nie straszy tytułem, tylko informuje (inna sprawa, że to banał) – „Musi być zgoda na użycie cudzych danych osobowych”. No musi bo taka jest ustawa, bo jest GIODO, które działa bardzo skutecznie. Poza nieco banalnym tytułem, artykuł jest interesujący, poparty wypowiedziami ekspertów i zainteresowanych (radca prawny, europejski rzecznik patentowy, adwokat, wysoki urzędnik z GIODO, przedstawicielka portalu moikrewni.pl).

Jest też taki fragment:

“Moikrewni.pl jest jednym z najbardziej znanych portali, który umożliwia tworzenie drzewa genealogicznego. Dostęp do konkretnego drzewa mają tylko osoby zaproszone przez moderatora. Wyklucza to wykorzystaniea wiadomości o rodzinnych powiązaniach danego rodu.” - Gazeta Prawna.

I podsumowanie:

„W jednej z ostatnich decyzji GIODO odmówił uwzględnienia skargi osoby, która żądała usunięcia jej danych (w tym wizerunku) zamieszczonych w serwisie nasza-klasa.pl przez jego użytkowników. Decyzja ma istotne znaczenie dla funkcjonowania serwisów społecznościowych, ponieważ GIODO uznał, że zamieszczanie danych przez inne osoby niż podmiot nie narusza jego praw i wolności, jeżeli informacje są dostępne tylko dla użytkowników. Zainteresowany nie może w drodze administracyjnej skutecznie zażądać usunięcia danych. W przypadku naszej-klasy.pl dostęp do danych mają tylko zarejestrowani użytkownicy, jest to wielomilionowa grupa. Tego problemu nie ma w stosunku do portalu moikrewni.pl, gdyż dostęp do danych jest ograniczony hasłem, które ma zaledwie kilka osób.” - informuje Gazeta Prawna.

O co więc cały ten szum z usuwaniem danych, a raczej  problemem z usuwaniem danych, skoro sprawa dotyczy bardzo wąskiego grona?

Bardzo to przykre, że dziennikarze coraz częściej zapominają o istocie mediów. Media powinny informować. Dać czytelnikowi informację, z którą czytelnik zrobi to co uzna za stosowne. A jeśli dokonuje się interpretacji, to poprzeć swoje tezy wypowiedziami ekspertów i autorytetów, bo przeciętnego czytelnika opinia autora/autorki o pseudonimie „mm” interesuje tyle co zeszłoroczny śnieg. Albo mniej. Internetowe media mogą (i powinny) informować w sposób pełniejszy niż te tradycyjne. Wydanie elektroniczne może zaprezentować czytelnikowi rozbudowaną historię (która do „papieru” się nie zmieściła), udostępnić obraz i dźwięk oraz umożliwić interakcje. Możliwości jest mnóstwo. Zamiast tego, otrzymujemy przeredagowaną notkę, która straszy tytułem i nic nie wnosi. Za taki „Przegląd Prasy” to ja, czytelnik Gazeta.pl serdecznie dziękuje.

Coraz częściej przygnębia mnie poziom tekstów w portalu Gazeta.pl, portalu który lubię. Tylko że moja sympatia do portalu przegrywa z czasem, który mogę poświęcić na czytanie tekstów niezwiązanych z wykonywaną pracą. Od portalu, którego jestem użytkownikiem oczekuje rzetelnej informacji. Jeśli portal nie jest w stanie mi jej dostarczyć, wpisuje inny adres w przeglądarce i zmieniam kanały RSS. Kto zyskuje, a kto traci – rachunek jest prosty. Jasne, jeden użytkownik mniej szkody nie robi. Ale już 100 000 użytkowników może zaboleć. A czytając komentarze odnoszę wrażenie, że nie jestem w swojej opinii o Gazecie odosobniony.