Rekrutacja 2.0
Kiedy wracałem dziś do domu przypomniał mi się fragment filmu Chłopaki nie płaczą. A dokładniej słowa, które Laska mówi do Kuby ? ?(?) jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi ani Hutu i te sprawy. To wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: ?Co lubię w życiu robić??, a potem zacznij to robić!?. Święta prawda.
Blisko 10 lat temu, gdzieś tak między 1997 a 1998 roku dodatek do Gazety Wyborczej ? Praca był dość gruby. Ofert pracy było całe mnóstwo. Wysyłało się CV i telefon dzwonił tego samego dnia. Podjęcie pracy było proste jak? wiadomo jak co.
Kilka lat później, było już gorzej. Dodatek do Wyborczej schudł znacznie, pracodawcy nie przejawiali przesadnej ochoty do zatrudniania. Było słabo.
Mija trochę czasu i znów jest podobnie jak w okresie 97-98. Z tym, że rekrutacja wygląda nieco inaczej. Ale o tym nieco później.
Kiedyś, bardzo dawno temu (miałem 14 lat) zastanawiałem się jak większość nastolatków co chciałbym robić. Odpowiedź miałem dość prostą ? muzyka. I jak postanowiłem tak zrobiłem. Sporo czasu spędziłem w szołbizie, który poznałem z każdej możliwej strony. No może poza występowaniem na scenie, jeśli nie liczyć amatorskich występów w czasach licealnych.
Jakoś tak płynnie pojawił się Internet. Zaczęło się od witryny wydawnictwa, w którym wówczas pracowałem. A potem już poszło.
Wtedy (będzie niebawem 10 lat) zadałem sobie pytanie ? Co lubię w życiu robić? I chociaż muzyka towarzyszy mi do dziś, to wówczas wiedziałem, że Internet to jest to. W roku 1998 czy nawet 1999 wiele osób na hasło Internet stukało się w głowę. Internet, a przede wszystkim ludzie nim się zajmujący traktowani byli jak niegroźni wariaci. Przekonanie kogoś do reklamy w sieci łatwe nie było. W ogóle łatwo nie było, ale radość z tworzenia serwisów była nieprawdopodobna. Pamiętam jak dziś rozrysowywanie na wielkiej kartce serwisu Muzyka.info.pl ? oj działo się, działo.
Biorąc pod uwagę, że przeżyłem pierwszy boom internetowy i krach po nim mogę powiedzieć, że różnie bywało. Decyzji jednak nie żałuję.
Wracając do tematu rekrutacji. Od momentu wzrostu popularności takich serwisów jak Linkedin.com (głównie tego) czy Goldenline sposób rekrutacji awansował wraz z siecią.
Było Web 1.0, jest Web 2.0. Była rekrutacja 1.0, teraz możemy mówić o rekrutacji 2.0
O tym jak wygląda sytuacja na rynku Online pisałem wcześniej. O tym, że pozyskanie fachowców na pewne stanowiska jest coraz trudniejsze też. W chwili obecnej proces rekrutacji najlepiej zaczynać właśnie w tych serwisach. I jak pokazuje życie, dość często proces rekrutacji tam zakończyć można. Z sukcesem.
Chciałbym dziś spotkać tych, którzy 10 lat temu wyrażali się z pogardą o Internecie. Jak to w życiu bywa, ten się śmieje, kto się śmieje ostatni?






Witaj na moim blogu. Zapraszam do czytania i dyskusji.

1 Komentarz
To samo przeżyłem sam ze soba i paroma kumplami. Też dostałem “łupnia” w krachu ale jakoś przeżyłem to. Pamietam że wtedy przestałem wierzyc ze bedzie lepiej ale satysfakcja i marzenia odrosły, wystarczyło kropelke mieć nadzieji.
A ten kto najbardziej mnie za to rugał to była moja była żona… nie wierzyła we we mnie i dalej nie wierzy a ja człowiek z natury przekorny i śmiały w swych postanowieniach nie poszedłem do tzw. “łopaty do kogoś”. Sam na siebie zarabiam i to mi daje największą satysfakcje.
Dziś moja była żona jest tylko “byłą” żoną czyt: EX. I niech żałuje.
A ja się ciesze…jestem free man!